Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie
LGBT

12.03.2019
wtorek

Ślimak Sam na Kaukazie i w okolicy, czyli o LGBT na Wschodzie

12 marca 2019, wtorek,

Głośno u nas ostatnio o mniejszościach seksualnych, a także o ślimaku Samie, który tak oburza co poniektórych. Wydaje mi się, że na Kaukazie, i ogólnie na Wschodzie, obecna nasza dyskusja wywołałaby zdziwienie, a ślimak Sam nie miałby czego tam szukać – najpewniej by go rozdeptano.

Gdy pisaliśmy z Małgosią Nocuń książkę „Armenia. Karawany śmierci”, spotkaliśmy się z Mamikonem Howsepjanem, gejem i działaczem organizacji Pink, która w Erywaniu próbowała uświadamiać seksualnie społeczeństwo. Postępy w tym odnotowywali raczej niewielkie. Na Kaukazie wciąż rządzi dżigit, czyli macho – normalny heteroseksualny facet, który walczy, a jak trzeba, zabija. Nie ma tam miejsca dla jakichś „ciot” czy innych „zboków”.

„Powiedzieć do kogoś jesteś gender, to powiedzieć: ty ch…, ty k… Ktoś, kto w ogóle chce rozmawiać na temat gender, jest w Armenii zboczeńcem” – mówił nam Mamikon i dodawał, że przeciętny Ormianin, także taki z wyższym wykształceniem, rozumuje tak: homoseksualista to pedofil albo transwestyta. Osoba chora i zaburzona psychicznie.

O ile pamiętam, w Erywaniu był jakiś klub, który bardziej oficjalnie funkcjonował jako klub dla homoseksualistów – poszedł z dymem. Ale też nie wiadomo, czy to z tego powodu, czy jakichś biznesowych tarć. Może gdyby tam była kwiaciarnia albo sklep z zabawkami, też by tak się skończyło. Inna osoba mówiła nam, że coś takiego jak edukacja seksualna w Armenii w ogóle nie istnieje, w domu to temat tabu, a rozdziały o rozmnażaniu nauczyciele biologii w szkole dyskretnie omijają.

Mamikon Howsepjan i jego organizacja rozdawali np. na ulicach Erywania prezerwatywy i tłumaczyli, jakie korzyści wynikają z ich używania (antykoncepcja, zabezpieczenie przed chorobami). Ale prezerwatywy nie są w Armenii popularne, są niemęskie.

W Azerbejdżanie nie jest lepiej. Choć homoseksualizm jest legalny tam od prawie 20 lat, Azerbejdżan, wedle organizacji monitorujących sytuację osób LGBT w Europie, rokrocznie jest na ostatnim miejscu, jeśli idzie o tolerancję dla nich. W wywiadzie dla Anny Żamejć, który publikowaliśmy kilka miesięcy temu w „Nowej Europie Wschodniej”, działacz gejowski Ismail Dżalilow mówił:

Jeśli chodzi o sytuację gejów, mamy w Azerbejdżanie potrójny problem: homofobiczny naród, represywny reżim i do tego wyjątkowo obojętne społeczeństwo. Podczas zeszłorocznej fali represji przeciwko grupom  LGBTI [„I” od interseksualny – przyp. abrzez] w Baku większość działaczy praw człowieka nie była skora do pomocy. Tych odważnych można było policzyć na palcach jednej ręki. A przecież mieliśmy do czynienia z masowymi naruszeniami praw człowieka! (…) Policja przeszukiwała telefony osób LGBTI i zmuszała aresztowanych do ujawnienia, kim są i gdzie mieszkają inni geje. Powstała reakcja łańcuchowa. W rezultacie wtargnięto do domów wielu gejów, którzy wciąż mieszkają z rodzinami, przy okazji informując rodziców, że ich syn jest homoseksualistą. (…) Przeciętny azerski gej zmaga się z depresją, żyje w ukryciu i najgłośniej ze wszystkich wykrzykuje homofobiczne hasła – aby tylko odwrócić od siebie uwagę. (…) W Azerbejdżanie łatwo można również stracić pracę z powodu seksualnej orientacji. (…) Transpłciowe osoby nie mają życia w Azerbejdżanie – wyrzuca się je z pracy, uniwersytetów, rodziny się ich wyrzekają.

Itp. Itd.

W Gruzji, która jest chyba awangardą przemian społecznych i prozachodnich reform, od sześciu lat organizuje się parady równości (z przerwami, były też próby zorganizowania pseudoparady, żeby wywołać zamieszki). Pierwszą rozpędzili mnisi i skończyło się na zamieszkach i wielkim skandalu. Większość Gruzinów jest zdecydowanie homofobiczna. Jednocześnie wzrost turystyki i otwarcie na świat sprawiają, że coraz więcej się tam toleruje – „byle tylko geje się nie afiszowali”. Wedle rankingów prawa osób LGTB są tam bardziej przestrzegane niż w Polsce.

Nieodległa Czeczenia zasłynęła masowymi aresztowaniami homoseksualistów, torturowaniem ich i zabijaniem (ponoć kilkadziesiąt ofiar). A w Iranie np. można zmienić płeć, ale homoseksualizm w wykonaniu męskim może być karany śmiercią, lesbijki zaś najpierw zostaną wychłostane, a w razie trzykrotnej recydywy – śmierć. Nie są to przypadki częste i dawno chyba nikogo za upodobanie do tej samej płci nie powieszono, ale jednak. W Arabii Saudyjskiej, kraju rywalizującym stale z Iranem o prymat w regionie, jest tak samo.

Turcja od wieków spoglądała łagodniej na homoseksualistów. Dziś też ich nie karze, ale też nie ma tam równouprawnienia. Można zmienić legalnie płeć, są jeszcze gejparady, ale nie ma praw chroniących osoby LGBT przed dyskryminacją. Ostatnio co prawda sąd w Stambule przyznał rację gejom, których zwolniono z pracy z powodu ich orientacji – sprawa trafiła do sądu drugiej instancji. W obronie osób LGBT występuje głównie opozycja i Kurdowie tj. Ludowa Partia Demokratyczna (z partii opozycyjnych kandydują działacze mniejszości seksualnych). Gdy Turcy pukali do UE, pewnie byli bardziej wyrozumiali dla osób LGBT, teraz sytuacja się pogarsza. Recep Tayyip Erdoğan zakazuje imprez gejowskich (jak przeglądy kina gejowskiego itp.) i mówi, że uprzywilejowanie homoseksualizm jest przeciwko tradycyjnym narodowym wartościom. W kwestii poszanowania praw osób LGBT Turcja wciąż wypada troszkę lepiej od Azerbejdżanu i niewiele lepiej od Armenii (widać w czymś te zwaśnione narody się zgadzają).

Nieważne więc, czy chrześcijaństwo czy islam, nigdzie nie jest osobom LGBT łatwo.

Zresztą sytuacja kobiet też nie jest tam najlepsza. Nie obwiniałbym jednak całych społeczeństw. Co innego też czasem prawo, co innego zwyczaj. Co innego duże miasta, co innego daleka prowincja. To są społeczeństwa konserwatywne, ale w tym ciut gorszym sensie – one po prostu z przyczyn historycznych nie modernizują się jeszcze tak, jakby tego sobie życzył przeciętny transeksualista np. z Holandii. Czasem w imię obrony tradycyjnych wartości i rodziny po prostu prześladuje się „innych”, choć jednocześnie w kulturach Wschodu homoseksualizm jest jakoś podskórnie obecny. Niektóre społeczeństwa Wschodu zawsze tolerowały homoseksualizm i to się utrzymało po przyjściu islamu (np. w łaźniach tureckich usługiwali mężczyznom młodzi, niemuzułmańscy chłopcy), funkcjonuje on też stale w kulturze. Seksu między mężczyzną a młodzieńcem albo dwoma młodzieńcami nie traktowano jako czegoś gorszącego (tak jak w antycznej Grecji). Mówiąc mało poprawnie politycznie – czasem na stepie, na pustyni, w górach i z dala od kobiet jakoś trzeba było sobie radzić… W tym sensie chyba niewiele się to różniło od brytyjskich college’ów.

Choć właściwie nie było to nigdy równouprawnienie, tylko rodzaj pewnego wtajemniczenia, jakieś tabu. Rozróżnia się też gejów i lesbijki. W niektórych muzułmańskich krajach pierwszych się karze, drugie nie.

Czasem jednak za dyskryminacją, bodaj nawet słowną, stoi po prostu brak świadomości, edukacji, wrażliwości – czyli dzisiejszej kultury i dobrego wychowania. Podam przykład z drugiej strony Morza Czarnego: na Ukrainie w czasach Janukowycza kibice piłkarscy wołali na stadionach: „Dziękujemy mieszkańcom Donbasu za prezydenta pedała” (to się w oryginale rymuje). Przy czym „pedał” to po prostu była zwykła obelga, chodziło o poniżenie Janukowycza. Hasło podjęła prawie cała Ukraina, moi znajomi – ludzie, którzy słowa „Europa, demokracja i prawa człowieka” wypowiadali średnio co trzy minuty – też tak mówili. Potem ci kibice dzielnie walczyli w czasie euromajdanu.

Rosja w kwestii praw osób LGBT sąsiaduje w rankingach ze wspomnianymi Turcją, Armenią i Azerbejdżanem. Tam też się broni tradycyjnych wartości. W oświadczeniu polskiego episkopatu i rosyjskiej cerkwi z 2012 r. „związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form małżeństwa”, zostały uznane za jedno z największych wyzwań współczesności. Patriarcha Cyryl chyba nie widzi w Federacji Rosyjskiej (której częścią jest Czeczenia) innych poważniejszych problemów. W każdym razie mówi o nich rzadziej.

Najwyraźniej wielu w Polsce podoba się ta wschodnia „obrona” wartości i tradycyjnej rodziny. A że problem HIV, przemocy wobec kobiet, przymusowych ślubów nieletnich dziewczyn, rozwodów przez esemes, aborcji (nielegalnej i legalnej – która nigdy nie jest OK), prostytucji i handlu kobietami itp. itd. jest w tym regionie ogromny, to już ma mniejsze znaczenie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawy tekst. Warto by przetłumaczyć na angielski i rozesłać wszelkim działaczom ruchu „LGBTQI itd.” na Zachodzie, bo oni twierdzą, że na Zachodzie jest tak strasznie i że w ogóle Zachód to siedlisko wszelkiego zła i dyskryminacji. O ile w krajach opisanych przez autora faktycznie istnieje problem naruszania podstawowych praw i wolności osób należących do mniejszości seksualnych, o tyle na Zachodzie dyskurs „gender” i „LGBTQ…” służy dążeniom skrajnych ugrupowań do hegemonii kulturowej w sferze publicznej. Temu ostatniemu zjawisku należy się przeciwstawiać, gdyż prowadzi do absurdu