Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

5.03.2019
wtorek

Co z tym Karabachem?

5 marca 2019, wtorek,

Mijają kolejne tygodnie, odkąd Nikol Paszinjan rządzi Armenią, i wciąż tajemnicą pozostaje jego pomysł na rozwiązanie problemu Górskiego Karabachu. Przywódca Ormian, jak się wydaje, usilnie pracuje nad tym zagadnieniem, ale stara się, by wiele szczegółów nie przedostało się do mediów. Za to mnożą się różne spekulacje. Wszyscy więc czekają na Plan Paszinjana, który wreszcie pozwoli Armenii oddychać pełną parą, który odsunie zagrożenie wojny z Azerbejdżanem i także, co równie ważne, osłabi naciski Rosji, która grając na tym konflikcie, wywiera presję na obie strony konfliktu. Z tym że Azerbejdżan jako kraj bogaty (surowce) i przez to bardziej samowystarczalny oraz mający względne oparcie w Turcji miał tu zawsze większe pole manewru.

Paszinjan w przeciwieństwie do dwóch poprzednich przywódców kraju (wtedy prezydentów, ale był inny ustrój), którzy rządzili krajem przez 20 lat, nie pochodzi z Karabachu ani nie walczył na wojnie. To ma znaczenie. Po pierwsze, jest to kwestia mentalności, ale po drugie, też bardzo praktyczna – Paszinjan nie chce się wypowiadać w imieniu Stepanakertu, chce więc włączyć nieuznawane państwo Górskiego Karabachu w proces negocjacyjny.

Niektórzy z tego, że Paszinjan nie jest ściśle związany z Karabachem, robią zarzut, twierdząc, że będzie on gotów poświęcić interesy Karabachu, czyli oddać część ziem. Tak uważał Dawid Szachnazarjan, wieloletni opozycjonista, który przed ostatnimi wyborami zadziwił wszystkich, startując z listy Republikańskiej Partii Armenii (czyli partii dawnej władzy, z którą tyle lat walczył). W kampanii nawet mówił, że każdy głos na ugrupowanie Paszinjana to pocisk wystrzelony w Arcach (Górski Karabach), bo Paszinjan doprowadzi do niekorzystnych dla Karabachu rozwiązań. (Gdy rozmawiałem z Szachnazarjanem jeszcze przed wyborami, był bardzo krytyczny wobec rewolucyjnej ekipy – ale nawet jego bliscy znajomi twierdzili, że to z rozżalenia, bo się „nie załapał”).

Otoczenie Paszinjana zaprzecza, by taki targ – „terytorium za pokój” – wchodził w grę. Z drugiej strony Paszinjan mówił, że negocjacje polegają na tym, iż obie strony muszą ustąpić trochę. Rzecz dotyczy może nie tyle terytorium Karabachu, ile kilku rejonów wokół tej ziemi, którą Ormianie okupują, bo są one buforem zabezpieczającym Karabach przed atakiem – dają po prostu możliwość skutecznej obrony. Dwa z tych regionów leżą między właściwą Armenią a samym Karabachem, bo te ziemie nie stykają się. Korytarz ten oczywiście jest strategicznie ważny.

Do tej pory dylemat polegał na tym, że gdyby Ormianie oddali te okupowane ziemie, Karabach byłby łatwym celem dla azerbejdżańskiej armii. Kwestią więc było: jak się dogadać i jednocześnie zagwarantować bezpieczeństwo Karabachowi. Pomysł mieli tylko Rosjanie – chcieli tam, jako gwarantów pokoju, wprowadzić swoje wojska. Na to zainteresowani nie chcieli się zgodzić.

Co więc gotów jest odstąpić Paszinjan? Wiadomo, że spotykał z Ilhamem Alijewem i sporo z nim rozmawiał, choć ciągle były to spotkania nieoficjalne, że jest specjalna grupa, która ma prowadzić dialog. Na razie jednak do oficjalnego spotkania nie doszło, nie spotkali się też ministrowie spraw zagranicznych, co miało być wstępem do spotkania „na górze”. Media więc pytają, czy wszystko idzie dobrze.

Erywań zachowuje się tak, jakby chciał dogadywać się bez międzynarodowej pomocy. Można to zrozumieć, ponad 20 lat pracy Mińskiej Grupy OBWE niewiele przyniosło (Grupa ta właśnie organizuje spotkanie Alijewa z Paszinjanem). Rzecznik prasowy premiera w ogóle powiedział, że tzw. madryckie zasady, które zostały ustalone przy pomocy owej grupy, nie zaprzątają jakoś szczególnie głowy premiera. Zasady te miały sprowadzać negocjacje do najważniejszych kwestii, czyli zwrotu Azerbejdżanowi terytoriów okupowanych, przyszłego statusu Górskiego Karabachu i międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa dla niego, kwestii powrotu uchodźców oraz statusu wspomnianego wcześniej korytarza łączącego Karabach z Armenią.

Pytanie, czy Paszinjan jest w stanie taką rozgrywkę, czyli skłonić Alijewa do bezpośredniej rozmowy, skutecznie poprowadzić. Zadanie to co najmniej na miarę Pokojowej Nagrody Nobla… (Nawet jeśli, to chyba bez złudzeń: Armenia i Azerbejdżan to nie Izrael i Palestyna ani Irlandia Północna. Chociaż – skoro za pokój w Timorze Wschodnim też dano nagrodę?).

Paszinjan chyba rozumie, że jeśli ma odnieść trwały sukces, musi pozwolić Alijewowi zachować twarz. Jak prezydent Azerbejdżanu miałby uznać Karabach, jeśli od lat jedną z legitymacji władzy jest obrona przed Armenią i mobilizowanie społeczeństwa przeciw Ormianom? Sprawę utrudnia też fakt, że Alijew rządzi u siebie niepodzielnie, Paszinjan jest zaś zależny od nastrojów społeczeństwa.

Premier Armenii jest bardzo aktywny na arenie międzynarodowej – w tamtym tygodniu był w Teheranie, od wczoraj jest w Brukseli, dziś był w Parlamencie Europejskim i wystąpił przed komisją spraw zagranicznych (widać plenarne posiedzenie nie dla niego…).

Póki co Azerbejdżan poinformował, że ostatniej doby jego terytorium zostało ostrzelane 24 razy, poprzedniej doby 22 razy – przez wojska Ormian. Górski Karabach podaje podobne statystyki co tydzień – i tak w okresie 24 lutego-2 marca jego terytorium ostrzelano blisko 200 razy. Wychodzi na to samo.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop