Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

17.02.2019
niedziela

Londonistan, Londongrad – czyli Kaukaz na Wyspach Brytyjskich

17 lutego 2019, niedziela,

Wpadła mi ostatnio w ręce świetna książka Dariusza Rosiaka „Oblicza Wielkiej Brytanii. Skąd wziął się Brexit i inne historie o wyspiarzach” (wyd. Czarne, Wołowiec 2018) – całość, jak sam tytuł wskazuje, dotyczy Brytyjczyków, ale można tam znaleźć ciekawostkę dotyczącą i Kaukazu Południowego – bo jak wiadomo, Kaukaz jest wszędzie i wszystko jest Kaukazem 🙂

W książce jest bowiem rozdział o przybyszach ze Wschodu – roi się tam oczywiście od Abramowiczów, Bierezowskich, Skripalów itd. Ale są też wątki kaukaskie – jak wiadomo, jednym z uchodźców politycznych w Londynie jest Czeczen Achmied Zakajew. Nie o nim jednak rzecz będzie.

Otóż przypomina Rosiak pewną historię z szalonych lat 90. XX w., kiedy świat układał się sam ze sobą po zimnej wojnie i wszystko wydawało się możliwe – w 1992 r. do Londynu z Czeczenii przybyło dwóch dziarskich chłopców Rusłan i Nazarbek Utsiewy. Oficjalnie mieli poważne zadania od samego Dżochara Dudajewa: wydrukować paszporty i banknoty niepodległej Czeczenii. Mieli też nawiązać biznesowe kontakty, aby sprzedawać czeczeńską ropę. Mniej oficjalnie mieli zdobyć kontakty potrzebne do handlu bronią na światowych rynkach.

Bawili się dobrze, trwonili olbrzymie pieniądze: hotele, knajpy, dziewczyny… Ale nie próżnowali też – wyszli na amerykańskiego handlarza bronią mającego powiązania z włoską mafią. Ich tłumaczem i przewodnikiem po wielkim świecie nad Tamizą był pewien Ormianin Gagik Ter-Oganisjan. Dżentelmen ten mieszkał już w Londynie kilka lat, zdążył się tam już nawet ożenić i to z nie byle kim, bo z dziennikarką BBC Alison Ponting.

Ormianin Gagik wywiązywał się rzetelnie ze swych obowiązków powierzonych przez Czeczenów. Dzwonił, umawiał, łączył i tłumaczył, tyle że z tych rozmów wyszło mu, iż Czeczeni zamierzają dokonać transakcji dostarczenia broni do… Azerbejdżanu. Ormiańska krew w nim zawrzała, Ararat stanął mu przed oczami, poczuł zapach dolmy w nozdrzach… Jak wiadomo, Azerbejdżan to wróg, a wtedy trwała już na dobre wojna o Górski Karabach. Gagik czym prędzej zaalarmował Erywań i stamtąd do Londynu przybyli agenci armeńskich służb specjalnych. Chcieli wybić Czeczenom z głów sprzedaż broni do Baku, a gdy ci nie chcieli ustąpić, po prostu im te głowy rozwalili. „Ciało Rusłana – pisze Dariusz Rosiak – wypadło z lodówki, której transport zlecono londyńskiej firmie przeprowadzkowej, a jego brata znaleziono w mieszkaniu przy Baker Street”. Tam Czeczeni wynajmowali lokum – na ulicy słynnej dzięki Sherlockowi Holmesowi.

Gagik Ter-Oganisjan trafił do więzienia, siedzi tam do dziś i jeśli wyjdzie, to raczej prosto na tamten świat, bo dostał dożywocie. Jeden z agentów ormiańskich powiesił się w celi. Drugi chyba nawiał. Gagik Ter-Oganisjan był postacią poważną, a nie jakimś tam fixerem – miał firmę, która handlowała tym i owym, zwłaszcza antykami z Europy Wschodniej, miała obrotu milion funtów. Pomagała mu w tym interesie rosyjska mafia, ale że chciała się go w pewnym momencie sama pozbyć, to Ormianin szukał wsparcia u służb specjalnych w swej dawnej ojczyźnie i pomógł jej, wystawiając dwóch Czeczenów.

Mamy więc, a przynajmniej tyle wiemy, trzy trupy i jeden wyrok dożywocia. Wszystko można by uznać za razborki mużyków z poradzieckiego świata, gdyby nie smutny finał tej historii. Oto w 1994 r. w miejscowości Woking w hrabstwie Surrey pod dom Karen Reed, siostry dziennikarki BBC Alison Ponting, czyli żony Gagika, podjechał samochód, wyszedł z niego mężczyzna, zadzwonił i gdy kobieta otworzyła drzwi, władował w nią kilka kul.

Zabójca najprawdopodobniej się pomylił… jego celem była żona Gagika, a jej śmierć miała być czeczeńską zemstą za zabicie Rusłana i Nazarbeka. Gagik był nieosiągalny, więc chciano uderzyć w najbliższą mu osobę… Okropne.

Tyle Rosiak (oczywiście polecam całą książkę).

W całej tej historii uderza, jak łatwo Ormianie i Czeczenii (i Rosjanie, i wszyscy inni obywatele b. ZSRR) przedostawali się wtedy na Wyspy i hasali tam z bronią w ręku niczym po kaukaskich dolinach (co prawda zabójstwo Litwinienki i zamach na Skripalów pokazuje, że i dziś nie jest tak trudno przewieźć tam polon i nowiczoka, a zwykłego kota nie można…).

Robi wrażenie, jak mała Armenia, która była wówczas w stanie wojny i izolacji, była w stanie wysłać do Londynu dwóch zabójców. Czy pomagali im Rosjanie, czy może diaspora, a dokładnie organizacja ASALA? Ta powstała w latach 70. XX w. i działająca chyba do całkiem niedawna organizacja, która zabijała tureckich dyplomatów i nie tylko, i której działalność aż prosi się o opisanie, czy ktoś inny – tego nie wiem, wiem tylko, że biada temu, kto narazi się Ormianom.

Po tragedii 1915 r. Ormianie nie godzą się już być ofiarami. Dlatego może Pan Bóg wybacza, ale Ormianie nigdy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop