Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

14.02.2019
czwartek

USA niezadowolone z Armenii

14 lutego 2019, czwartek,

Departament stanu USA nie popiera armeńskiej misji w Syrii. Tydzień temu z Armenii udało się do Syrii, dokładnie do Aleppo, ponad 80 lekarzy i saperów. Ich cel – nieść pomoc cywilom. Misja odbywa się we współpracy z Rosją i reżimem Asada. Ormianie jednak podkreślają, że ma czysto humanitarny charakter, ale Amerykanom, jak głosi oświadczenie departamentu, nie podoba się działanie Armenii, czyli współpraca z Asadem i Rosją, „niezależnie od tego, czy rzecz idzie o dostarczenie pomocy cywilom, czy ma wojskowy charakter”.

Armeńska misja budziła kontrowersje już od kilku miesięcy. Poprzednie władze, choć bliższe Rosji, lawirowały i kombinowały tak, aby nikogo do Syrii nie posyłać. Moskwie zależało zaś, aby jej działania miały „międzynarodowy” charakter. O dziwo posłać ludzi do Syrii bardzo szybko zgodził się nowy lider Armenii Nikol Paszinjan – co nawet skłoniło niektórych do spekulacji, że jest tylko marionetką Kremla. Inni podkreślali, że chodzi o pomoc humanitarną, że Syria była przyjazna Armenii i Ormianom.

Prawda jest taka, że Ormianie bardzo interesują się tym, co dzieje się w Syrii. Z Erywania jest tam bliżej niż z Krakowa do Gdańska, w Syrii żyła od wieków spora ormiańska diaspora. Ci ludzie naprawdę potrzebowali pomocy. Od początku konfliktu do – małej i biednej – Armenii przybyło ponad 20 tys. uchodźców z Syrii. Niektórzy stracili cały dobytek. Jak pewien lekarz, z którym rozmawiałem – wyszedł z domu, a gdy wrócił, domu już nie było. Teraz próbuje urządzić się w Erywaniu.

Ormianie mają wielką wolę przetrwania – niektórzy funkcjonowali nawet w rejonach opanowanych przez ISIS, bo posiadali umiejętności, których ludzie ISIS nie mieli, ale kiedy bomba spada na czyjś dom, to już nic na to się nie poradzi.

Wspierany przez Rosjan Asad ma krew na rękach – to na pewno, ale nie wiem, czy w całym tym zamieszaniu, jakie ma miejsce na Bliskim Wschodzie, akurat lekarze i saperzy z Armenii są taką wielką przeszkodą dla pokoju…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Może i Asad ma krew na rękach ale gdzie mu tam do Amerykanów, po drugiej wojnie światowej nie ma zakątka ziemi na tym globie gdzie Amerykanie nie próbowali wprowadzać swojej demokracji a to pociągało za sobą śmierć milionów ludzi,ale kto spróbuje rozliczyć Amerykanów nie ma mocnych.

  2. Może jednak przykłady odbudowy Europy po ’45, RFN, Japonii, czy wsparcia dla demokratyzacji Europy Srodkowo-Wschodniej (lata 80 i 90 XX w) pokazuja, ze cos sie jednak Amerykanom udawało.

  3. P. Andrzeju!
    Po pierwsze, dzięki za blog o Armenii.

    Po drugie, odkąd zabrakło przeciwwagi ZSRR, amerykańskie imperium stało się rozbójnicze. Co więcej, jak dowodzi historia, a teraźniejszość potwierdza, imperia w stadium schyłkowym prawie zawsze uciekają się do coraz bardziej ryzykownych, niebezpiecznych i bezprawnych desperackich prób utrzymania swej pozycji.

    Po trzecie, wspomniane przez Pana sukcesy USA motywowane były ich własnymi imperialnymi interesami. Kwestia pomocy w odbudowie i demokratyzacji była czynnikiem drugo, lub nawet trzeciorzędnym. Równocześnie Stany Zjednoczone instalowały przecież i popierały dyktatorów równie, lub nawet bardziej krwawych niż Assad.

    Brawa dla Paszinjana!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. USA sa po prostu globalnym mocarstwem, a takie mocarstwa zawsze zachowuja sie malo subtelnie z punktu widzenia
    malych panstw. To taka natura, nie jest to ani dobre, ani zle. Ale USA jest (bylo?) jednym z tych nielicznych mocarstw, ktore
    zauwazylo, ze niekoniecznie musi zawsze byc zero-jedynkowo, ale ze obie strony moga korzystac, ze demokracje raczej nie walcza ze
    soba, wiec lepiej tworzyc klimat dla demokracji i handlu. Ze im sie to szczegolnie oplacalo – coz w tym zlego? Inni tez na tym korzystali przez cale dekady (szkoda, ze nie my). No teraz to oczywiscie wszystko bardziej skomplikowane, a przywodcy USA bywaja rozni, raz lepsi raz gorsi.
    Mnie nie oburza imperializm amerykanski (bo taka natura), ale drazni mnie, jak niektorzy, w tym sporo Polakow, wszystko co robi Waszyngton biora za dobra monete i korzystne takze dla nas. Wplatalismy sie w wojne w Iraku, strach pomyslec, co nas teraz czeka 🙁

  6. Tanaka obok sporządził raport psychiatryczny. Jeszcze obok (Niedowiary) – schizofrenia – czyli rozszczepienie umysłu, nie jaźni, na tapecie. Konferencja w Warszawie się zakończyła, pacjenci wyjechali lub usiłują się wydostać, nadal nie ma wieści o siostrze Ratched…
    Nasza własna, polska przypadłość, to mania wielkości połączona z zaburzeniami postrzegania rzeczywistości, można by rzec Polski Syndrom Narodowy. Ale nie ma obaw. W razie potrzeby kurację zapewni przejście przez skaner Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego. MaBeNa wyprostuje nasze skrzywione, nieprawomyślne stany epizodyczne. Serwis techniczny MaBeNy zapewniają zagraniczni serwisanci-konsultanci z Waszyngtonu i Tel Awiwu.
    Zatem obawy – co dalej?- są bezpodstawne. Nie jesteśmy zagrożeniem, dzisiejsze bycie użytecznym idiotą nie gwarantuje idealnego spokoju, ale jeśli nie damy się wplątać w kolejne sojusznicze działania gdzieś przy boku strażnika świata, to nic poważnego nam nie grozi. No chyba, ze nasze postrzeganie rzeczywistości pogorszy się znacząco… Wtedy B, H i O.

  7. Brawo dla p.Andrzeja Brzezieckiego. Swietna znajomosc Zakaukazia!
    A co do poniektorych blogowiczow – to moze mialo by sens zaprzestanie demonizowania USA i zabranie sie do takich podstawowych lektur jak np. dziela poczciwego Machiavellego?