Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

16.01.2019
środa

Mała wojenka z Iranem?

16 stycznia 2019, środa,

John R. Bolton i Mike Pompeo nie ustają w popychaniu Ameryki do konfliktu z Iranem. Pisałem już jakiś czas temu tutaj o misji Boltona na Kaukazie Południowym, której celem było przekonanie Armenii, Azerbejdżanu i Gruzji do przyłączenia się do izolacji kraju ajatollachów. Teraz dowiadujemy się, że Bolton zlecił Pentagonowi przygotowanie raportu na temat ewentualnego amerykańskiego ataku na Iran. Jasne, sprawa rutynowa – si vis pacem, para bellum. Byłoby dziwne, gdyby taki kraj jak USA nie rozważał możliwości zbrojnego starcia z innym mocarstwem, choćby regionalnym, z którym ma wiele zatargów i które ma sprzeczne interesy w regionie.

Tyle że akcja Boltona nie jest jednostkowym epizodem, ale elementem dość konsekwentnej polityki popychania – na razie głównie chyba werbalnego – do małej wojenki z Iranem. Bolton nie jest sam. Sekretarz stanu Mike Pompeo kilka dni temu mówił podczas wystąpienia w Kairze, że „kraje coraz bardziej rozumieją, że musimy skonfrontować się z ajatollachami, a nie rozpieszczać ich” (cytat za „New York Timesem”). Z tak krotochwilnym prezydentem jak Donald Trump rozpętanie zawieruchy chyba nie musi być bardzo trudne. Bo to oczywiście byłaby megazawierucha, a nie kolejna „mała zwycięska wojenka”, która przyniosłaby odwrócenie uwagi od innych problemów i laury zwycięstwa. Pompeo zapewniał też w wywiadzie dla CBS, że mimo trumpowej zapowiedzi wycofania się z Syrii Amerykanie będą mieli możliwość realizowania swych celów – tak w Syrii, jak… w Iranie.

Na razie chyba nie widać innych „chętnych i gotowych” do wojny z Iranem. Chyba że…

No właśnie: w tym kontekście oczywiście wyzwaniem staje się zapowiedź konferencji, która ma się odbyć w Polsce na temat Bliskiego Wschodu i która już zapowiada się jako antyirańskie przedsięwzięcie. Tak to zabrzmiało w ustach Pompeo. Iran oczywiście jest oburzony postawą Warszawy – jego prawo. Dość bałamutnie, co prawda, brzmią wyrzuty, że państwo to przyjęło Polaków w czasie II wojny światowej, a teraz jesteśmy niewdzięczni. Iran był wówczas faktycznie kondominium brytyjsko-radzieckim, którym formalnie rządziła dynasta Pahlavich, obalona przez dzisiaj rządzących ajatollachów. Trudno więc odcinać kupony od decyzji, których się nie podejmowało – a tych, którzy je podejmowali, potem się przegnało i obaliło. Ale to zmartwienie Irańczyków.

Nas powinny martwić inne powody. Siłą Polski i polskiej dyplomacji było to, że nigdy nie kroiliśmy bliskowschodniego tortu, nigdy nie żerowaliśmy na bogactwach naturalnych ani na Bliskim Wschodzie, ani na Kaukazie Południowym. Za to od czasów jeszcze zaborów daliśmy się poznać tam jako naród, który też cierpli z powodu dominacji imperium, a nasi inżynierowie (OK, w służbie cara i nie zawsze ze swej woli, czy za czasów PRL) zapisali się dobrze w pamięci tamtejszych narodów. I do dziś czerpaliśmy z tego profity. Operacja Samum – wywiezienie amerykańskich dyplomatów z Iraku w 1990 r. – była możliwa właśnie dzięki temu, że nie byliśmy kojarzeni jednoznacznie z tylko jedną stroną konfliktu. To było mądre i dobre.

Już wojna w Iraku powinna nam dać do myślenia. Przez chwilę poczuliśmy się wielkimi graczami, ale szybko pokazano nam nasze miejsce. Wielkie kontrakty okazały się fikcją. Może i nasi żołnierze zdobyli niezbędne doświadczenie – nie neguję. Na pewno doświadczenie z walk na pustyni przyda nam się w obronie lesistej Suwalszczyzny.

Europa nie jest zachwycona amerykańską polityką wobec Iranu. Polska też nie ma podstaw, by ją bezrefleksyjnie popierać. I po co wpychać Iran w objęcia innych państw – już bezpośrednio będących dla nas problemem?

Pewnie poprawne stosunki z Iranem niewiele nam przynosiły korzyści, bo nie ma wielu punktów stycznych między naszymi krajami, ale na pewno złe stosunki z tym państwem mogą nam bardzo zaszkodzić.W Teheranie wokół budynku, który był ambasadą USA, jest mur, a na nim antyamerykańskie i antyizraelskie graffiti. Jest to wątpliwej jakości sztuka i atrakcja turystyczna. Ale czy musimy się prosić, żeby domalowano tam polską flagę?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Sposób zorganizowania i rozgłoszenia warszawskiej „konferencji” jest jeszcze jednym oczywistym dowodem na status i rolę Polski w polityce międzynarodowej – jako waszyngtońskiego ratlerka łańcuchowego i osła trojańskiego w Europie.

  2. Wojenka, proszę Pana, jest tylko w durnej polskiej piosence.

    Wojna to paleni żywcem ludzie, krew i kał z rozrywanych ciał, tysiące wdów, sierot i kalek.