Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

28.12.2018
piątek

270 mln dol. dla Nikola – czy Saakaszwili bredzi? Putin w każdym razie dociska

28 grudnia 2018, piątek,

„On nawet nie miał za co zatankować auta, ale obszedł za własne pieniądze całą Armenię i bez grosza w kieszeni pokonał swoich przeciwników miliarderów” – tak o nowym liderze Ormian wypowiedział się na fejsbuku były prezydent Gruzinów Micheil Saakaszwili, gdy w internecie wywiązała się dyskusja, czy można coś zdziałać w polityce bez pieniędzy.

Misza, który nie uznaje ostatnich wyborów prezydenckich w swoim kraju i wzywa Gruzinów do protestów przeciw faktycznej władzy oligarchy Bidziny Iwaniszwilego, nie kryje podziwu dla Paszinjana i zachęca rodaków, by „szli tą drogą”. Mało tego, opowiedział anegdotkę o tym, jak Paszinjan siedział w więzieniu i premier Karen Karapetjan przyniósł mu w torbie 270 milionów dol., żeby tylko zaprzestał działalności politycznej – a jeśli odmówi, to go po prostu „zaduszą”. „I wiecie, co on zrobił? Posłał ich wszystkich w wiadome miejsce” (w domyśle: HA X…). Słowa byłego prezydenta Gruzji (i byłego gubernatora odeskiego obwodu) były szeroko cytowane przez media Armenii – choćby przez portal news.am.

Dziennikarze w Armenii oczywiście zainteresowali się wynurzeniami Saakaszwilego – ale ani otoczenie (wciąż) pełniącego obowiązki premiera Nikola Paszinjana, ani ludzie Karapetjana nie chcieli ich komentować. Raczej przyjmowano wypowiedź Miszy z ironią. Saakaszwili, który lubi wypowiadać się na wiele tematów na raz (a czasem jeść krawat albo oblewać szklanką wody adwersarza), nie jest już traktowany bardzo serio.

Dziennikarka gazety „Arawot” Nelli Grigorjan przypomina jednak, jak ponad pół roku temu jedna z gazet pisała o tym, że Paszinjanowi otoczenie Karapetjana proponowało 200 mln dol. za zaprzestanie działalności politycznej. Na co najmniej tyle bowiem wyceniono koszty organizacji nowych wyborów – to znaczy kupowania głosów i fałszowania wyników. Rządzący wówczas Armenią uznali, że taniej będzie po prostu kupić lidera społecznych protestów, niż bawić się w tę całą demokrację. Paszinjan oczywiście się nie zgodził.

200 mln za sfałszowanie wyborów w (nieoficjalnie, ale faktycznie) dwumilionowym państwie. Całkiem sporo… Ile zatem kosztują „wybory” w większych państwach?

No więc jak – czy Saakaszwili zupełnie bredzi? Coś tam kiedyś usłyszał, może przeczytał i teraz tylko powtarza? Czy w plotce jest ziarnko prawdy? Niejedna korupcyjna afera czy choćby tylko propozycja wychodziła na jaw, bo ktoś coś powiedział, jakaś gazeta napisała, potem temat znikał, potem wracał… Pewne jest chyba jedno – Nikol odmówił. Zresztą dalszy bieg wydarzeń to potwierdza.

Co jak co, ale pieniądze by się Nikolowi teraz przydały – właśnie wczoraj po raz kolejny rozmawiał z Władimirem Putinem – tym razem w Moskwie. Jednym z ważniejszych tematów była kwestia ceny za gaz, ale tu, jak sam przyznał, „nie ma na razie rozwiązania”. A dotychczasowa umowa kończy się za trzy dni… W Armenii, owszem, rosną winogrona, morele, figi i granaty, ale zimą mróz potrafi chwycić.

Kwestia gazu wisi nad Armenią od tygodni. Rosja dociska Armenię, grozi, że podniesie cenę ze 150 dol. na 215 za tysiąc metrów sześciennych, i domaga się lojalności w polityce zagranicznej. Chodzi m.in. o wybór nowego sekretarza OUBZ (pisałem o tym tu), ale także o zachowanie Erywania na arenie międzynarodowej, gdy oceniane są kroki Moskwy. Na razie Armenia zachowuje się lojalnie, głosując w ONZ przeciw rezolucjom wymierzonym w Rosję (ostatnia dotyczyła Krymu, Morza Czarnego i Morza Azowskiego) – razem z kilkunastoma sojusznikami Kremla, takimi jak Białoruś, Burundi, Kambodża, Korea Północna, Syria, Laos…

Taka postawa budzi wątpliwości wśród części zwolenników nowych władz. No bo dlaczego krytykowano poprzednie władze za służalczość wobec Rosji, skoro teraz robi się dokładnie to samo?

Na dwa dni przed moskiewskim spotkaniem Paszinjana z Putinem w Erywaniu przed ambasadą Rosji doszło do demonstracji – jej uczestnicy (nieliczni) domagali się wyprowadzenia rosyjskich wojsk z Armenii. Demonstracja miała związek z kolejnym zabójstwem w Giumri, o jakie podejrzewany jest rosyjski żołnierz (można o tym przeczytać więcej tutaj). Policja nie dopuściła demonstrantów pod sam budynek, z którego też nikt do nich nie wyszedł.

Pytanie, czy takie demonstracje ułatwiają liderowi Ormian rozmowy na Kremlu, czy utrudniają? Putin zawsze może powiedzieć: widzisz, Nikol, my tak się staramy – dajemy wam tani gaz, powstrzymujemy Alijewa – a wy nas tak nie lubicie… Musisz się bardziej starać, Nikol! Bo inaczej podniesiemy cenę za gaz albo… no wiesz, ten Górski Karabach – ech, jakoś to trzeba rozwiązać, a Alijew aż pali się do wojenki…

W Armenii już odpowiednie środowiska, m.in. komuniści, wyrażają zaniepokojenie rosnącą liczbą antyrosyjskich prowokacji. Czy wezwą kiedyś wielkiego sąsiada z północy do zaprowadzenia porządku?

Putin cały czas pamięta też o swych starych i wiernych przyjaciołach w Armenii – przekazał aresztowanemu niedawno byłemu prezydentowi Robertowi Koczarjanowi życzenia bożonarodzeniowie i noworoczne.

Do kogo więc należał będzie rok 2019?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop