Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

18.12.2018
wtorek

Gruzja: karawana jedzie dalej

18 grudnia 2018, wtorek,

Zgodnie z zapowiedziami dziś opozycja, która przegrała niedawne wybory prezydenckie w Gruzji, zaczyna akcje protestów (właściwie trwają one już od kilku dni). Ich żądanie – przyspieszone wybory parlamentarne. Tymczasem nowa pani prezydent Salome Zurabiszwili już do przedwczorajszej inauguracji pełni obowiązki głowy państwa.

Trudno powiedzieć, na co liczy opozycja. Podczas inauguracji doszło do starć z policją, która zablokowała demonstrantom drogę do Telawi, gdzie miała miejsce uroczystość inauguracyjna. Byli pobici, byli ranni – także policjanci. Są aresztowani. Ale nic więcej.

Władze Gruzji kierują się zasadą: psy szczekają, karawana jedzie dalej. I chyba słusznie oceniają, że opozycja szans na rozpalenie rewolucyjnego ognia nie ma. Demonstrować podczas inauguracji do Telawi wybierało się ok. 300 ludzi.

Inni protestują na głównej alei Tbilisi – Rustaweli.

Ale to nie znaczy, że rządzące Gruzińskie Marzenie może spać spokojnie. Kraj jest naprawdę podzielony pół na pół. Jak zauważają gruzińscy dziennikarze – jeśli odjąć od wyniku „Salomki” głosy podrasowane, to właśnie okaże się, że wyborców i ona, i jej konkurent mieli właściwie tyle samo. A to oznacza, że opozycja, która miała naprawdę pod górkę (obserwatorzy zwracają uwagę na wykorzystanie struktur państwa w czasie kampanii), osiągnęła naprawdę dobry wynik. Tyle że opozycji grożą podziały – dwa jej najważniejsze ugrupowania to Zjednoczony Ruch Narodowy (za którym stoi Misza Saakaszwili) oraz Europejska Gruzja. Dominuje oczywiście Zjednoczony Ruch Narodowy, ale bez głosów Europejskiej Gruzji wynik Grigola Waszadzego byłby o jedną czwartą gorszy. Oba ugrupowania różnią się pod względem powyborczej strategii – Zjednoczony Ruch Narodowy jest bardziej radykalny i to jego liderom marzą się wielkie akcje protestu.

Znany gruziński dziennikarz i blogger Tengiz Ablotia studzi jednak zapał rewolucjonistów, pisząc, że podział zwolenników władzy i opozycji, który wynosi 50/50, „to nie jest sytuacja rewolucyjna. Pokojowa, aksamitna rewolucja możliwa jest tylko wtedy, gdy władza zupełnie już zbankrutowała, kiedy w ogóle nie ma zwolenników i kiedy nawet urzędnicy aparatu państwowego głosują przeciw niej”.

Tak tym razem nie jest, ludzie mają dość Gruzińskiego Marzenia, ale nie wszyscy – trudno przewidzieć, co może wyniknąć z takiej polaryzacji społecznej. Ablotia przestrzega, że kampania wyborcza do parlamentu w 2020 r. może być jeszcze ostrzejsza – wszak Gruzja właśnie staje się republiką prezydencko-parlamentarną, gdzie roli parlamentu będzie znacznie większa, więc Gruzińskie Marzenie (czyli miliarder Bidzina Iwaniszwili) rzuci jeszcze więcej środków na tę kampanię, czytaj: jeszcze więcej kiełbasy wyborczej, jeszcze więcej nacisków na opozycję.

Podczas inauguracji Salome Zurabiszwili zapowiadała, że chce być prezydentem (prezydentką) wszystkich Gruzinów. Przed nią więc naprawdę trudne zadanie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop