Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie Lawasz, kindzal i dywany - Kolejna witryna oparta na WordPressie

17.12.2018
poniedziałek

Jak Łukaszenka Paszinjana polityki uczył

17 grudnia 2018, poniedziałek,

„A coś ty tak język połknął? Powiedz mu, pokrytykuj Władimira Władimirowicza… Aaaa, boisz się?” – tak miał powiedzieć Nikolowi Paszinjanowi przywódca Białorusi podczas niedawnego spotkania przywódców poradzieckiego świata. Opowiedział o tym właśnie dziennikarzom sam Aleksander Grigoriewicz. Rzecz szła o dostawy broni dla Azerbejdżanu – Ormianin skrytykował Białoruś za to, że dostarcza Baku broń. Ale Łukaszenka nie należy do tych, którzy potulnie wysłuchują krytyki. Wyliczył więc, że przecież pierwszym i najważniejszym dostawcą broni dla Azerbejdżanu jest Rosja, na drugim miejscu jest Izrael, potem Turcja i dopiero czwarta jest Białoruś. Czwarte miejsce Białorusini zajmują, bo sprzedają „Polonezy”, systemy rakietowe ziemia-ziemia. „Nie byłoby Polonezów, bylibyśmy na 10. miejscu”.

Rzecznik Paszinjana aż poczuł się w obowiązku skomentować dziś słowa Łukaszenki. Wyraził ubolewanie, że przywódca Białorusinów kontynuuje złą praktykę rozgłaszania wszem wobec szczegółów rozmów za zamkniętymi drzwiami. Do tego zawsze chwali się swoimi skrzydlatymi słowami, ale nie powtórzył, co odpowiedział mu Paszinjan. Dlatego jego rzecznik podkreślił, że premier Armenii zawsze podczas rozmów z Putinem podnosił kwestię rosyjskich dostaw broni dla Azerbejdżanu.

Dodajmy, że zasięg rakiet wystrzeliwanych z białoruskich Polonezów to 300 km. Znacznie więcej, niż trzeba na maleńkim terytorium Karabachu, ale w sam raz, aby trafić w Erywań.

Dla Ormian dostawy broni dla Azerbejdżanu to oczywiście drażliwy temat. Ich kraj wraz m.in. z Rosją, Białorusią i Kazachstanem należy do „anty-NATO” – czyli Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (Azerbejdżan należał kiedyś, ale wystąpił), więc teoretycznie kraje te są sojusznikami. Ostatni szczyt OUBZ, który miał miejsce miesiąc temu w Astanie (i potem miał ciąg dalszy w Petersburgu podczas innego szczytu), pokazał, że między sojusznikami jest więcej nieporozumień niż wspólnych celów. „Tu nie ma mowy o żadnej organizacji, układzie ani o bezpieczeństwie, a tym bardziej zbiorowym”, komentował ormiański dziennikarz Ruben Mehrabian, nawiązując do słynnego powiedzonka z czasów ZSRR – że to cztery słowa i cztery kłamstwa.

Tłem dla sporów był areszt w Armenii Jurija Chaczaturowa, sekretarza OUBZ. Chaczaturowa aresztowano w lecie w ramach śledztwa dotyczącego użycia siły przeciw demonstrantom 1 marca 2008 r. (zginęło 10 osób). Jego zatrzymanie obok zatrzymania Roberta Koczarjana wzbudziło duże niezadowolenie Moskwy. Jakże to – aresztować człowieka, który przewodniczy organizacji powołanej przez Rosję? Chaczaturowa uwolniono za kaucją, ale niesmak pozostał. Przestał on pełnić obowiązki sekretarza generalnego OUBZ, niemniej fotel ten do 2020 r. powinien należeć do Ormianina. Erywań był przekonany, że tak właśnie będzie – ale okazało się, że o stanowisko sekretarza generalnego OUBZ ubiega się Białorusin, który ma jeszcze poparcie Kazachstanu. Na dokładkę Kazachstan zgłaszał Azerbejdżan na obserwatora OUBZ i chciał zaprosić na szczyt do Astany Ilhama Alijewa, prezydenta Azerbejdżanu. Do tego nie doszło tylko wobec sprzeciwu Armenii. Niemniej Łukaszenka spotkał się z przedstawicielem Baku i rozmawiał z nim o zamkniętym posiedzeniu OUBZ – co wywołało złość Paszinjana.

Ostatecznie Armenii nie udało się utrzymać stanowiska sekretarza generalnego OUBZ i pełni je tymczasowo Rosjanin Walerij Siemierikow.

Utratę stanowiska sekretarza generalnego OUBZ oceniono jako jedną z pierwszych poważniejszych porażek Paszinjana na forum międzynarodowym. Komentowano, że zabrakło mu obycia i doświadczenia w tego typu rozgrywkach na światowym poziomie.

Widać, że stare wygi – Łukaszenka, Nazarbajew i Putin (Rosja oficjalnie i demonstracyjnie wręcz unikała zajmowania stanowiska) – rozegrały partię, jak chciały (i jak chciało Baku), i pokazały nowemu liderowi Armenii, gdzie jego miejsce. „Tyś nie nasz” – brzmiał przekaz. W klubie autorytarnych przywódców być może rzeczywiście nie ma miejsca dla przywódcy ludowej rewolucji. Wspomniani liderzy państw-sojuszników Armenii wcale nie pospieszyli z życzeniami i gratulacjami po niedawnych wyborach parlamentarnych w Armenii, które wygrał „Mój Krok” Paszinjana (a wcześniej, gdy wygrywali ich przyjaciele, robili to natychmiast).

To pokazuje, że Paszinjan może znaleźć się w izolacji. Dramatyzmu jego sytuacji dodaje fakt, że ma niewielkie pole manewru. Tak naprawdę, jeśli chodzi o konflikt z Azerbejdżanem, Erywań nigdy na sojuszników liczyć nie mógł, a oni jak sprzedawali broń Azerbejdżanowi, tak dalej ją będą sprzedawać. Ale innych sojuszników Armenia nie ma, a cała historia z OUBZ odbiła się niekorzystnie na wizerunku Paszinjana. On sam zapewnia, że Armenia będzie wypełniać swoje sojusznicze zobowiązania i jego kraj nie zamierza szukać oparcia w innych blokach.

Tymczasem Górski Karabach podał, że Azerbejdżan w ciągu tygodnia (9-15 grudnia) ostrzelał pozycje karabaskie 250 razy, z kolei Baku codziennie podaje, ile razy strzelano w kierunku Azerbejdżanu – zawsze jest to ok. 30 incydentów na dobę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop